Kasiu, powiedz nam coś o samym biegu, w którym bierzesz udział. Jak to wygląda od kuchni.
Jest to bieg Trans Gran Canaria. Ta edycja była edycją jubileuszową, bo już dwudziestą. W biegu mamy 4 dystanse do wyboru, ja biegłam w dystansie Advanced, który miał 62 kilometry i jest to jak dotąd mój rekord. Najdłuższy dystans w biegu ma aż 126 kilometrów; cały bieg ma o tyle ciekawą strukturę, że wszyscy biegniemy po tej samej trasie. Meta jest jedna, ci, którzy decydują się na najdłuższy dystans, biegną przez całą wyspę, a osoby startujące w którszych dystansach w pewnym momencie się dołączają. Ja biegłam na łącznej wysokości 2800 metrów.
Specyfika biegów na tej wyspie jest taka, że zwykle jedna część wyspy jest słoneczna i ciepła, a druga jest zimna i deszczowa. Myślałam, że ten nie będzie tym razem aż tak trudno. Momentami było naprawdę ciężko, tym bardziej, że w pewnym momencie załamała się pogoda.
Jak się do tego przygotowywałaś? Czy zaczęłaś odpowiednio wcześniej?
Na pewno nie każdy może sobie pozwolić na to, żeby z marszu wziąć udział w tym biegu. To jest kwestia kilkuletnich przygotowań, ale dla każdego, kto ma wystarczająco samozaparcia i determinacji jest to do osiągnięcia. Ja kilka lat temu temu w ogóle nie biegałam, na maratończyków patrzyłam jak na ludzi, którzy nie wiadomo, jak osiągnęli taki poziom. W życiu nie spodziewałam się, że będę w stanie im dorównać.
Od jak dawna biegasz?
Od 3.5 roku, zaszczepił to we mnie mój chłopak – stwierdziłam, że skoro on tak dużo biega, to i ja spróbuję.
Czyli w biegu braliście udział oboje.
Tak, on też biegł, chociaż skończył przede mną, ale on biegał na o wiele dłuższych dystansach, nawet po 200 kilometrów – w takich biegach uczestniczysz przez nawet dwie doby. To on dał mi obraz, że da się to zrobić. Systematycznie biegałam i startowałam na różnych dystansach – zaczęłam od 16 kilometrów, potem 30, potem 50, potem znów 50, ale w wyższych górach.
Planujesz osiągnąć poziom 126 kilometrów?
Chciałam osiągnąć poziom 100, ale żeby dojść do tego poziomu, potzebuję około 2 lat... chociaż po tym biegu pierwszy raz sobie powiedziałam, że więcej już nie wystartuję <śmiech>.
Czy zachęta ze strony chłopaka była jedyną motywacją?
Nie. Chciałam się sprawdzić, przetestować swoje możliwości – z czym to się je. W trakcie mojego pierwszego startu na dystansie 16 kilometrów i wysokości ~800 metrów już czułam przypływ adrenaliny, byłam z siebie niesamowicie dumna, że mi się udało. Stwierdziłam, że spróbuję czegoś więcej, przygotowywałam się do tego, ale nie trwało to właściwie jakoś strasznie długo. Jeśli ktoś biega cały rok, zwłaszcza w terenie i robi to systematycznie, to jest to do osiągnięcia.
Brzmi to dość niebezpiecznie.
Oczywiście organizatorzy mają swoje zaplecze, ale tak, jest to czasami niebezpieczne. W mojej kategorii startowało jakieś 650 osób – z tych osób około 50 przyjechało z Polski. Masz w tym elementy survivalu – musisz mieć ze sobą koc termiczny, minimum wodę, latarkę czołową, kurtkę przeciwdeszczową, bo biegniesz w zasadzie cały dzień, około 12 godzin, a na dłuższych dystansach trwa to jeszcze dłużej – oni startują w nocy, a dobiegają pod wieczór następnego dnia. Na początku jest dość tłoczno, ale później zdarzają się momenty, że biegniesz przez 15 minut i nie spotykasz nikogo.
Wspomniałaś wcześniej, że zaczynałaś na krótszych dystansach i chcesz się piąć wyżej. Czy dalej traktujesz to jako hobby czy jest to już pełnoprawna pasja?
To wszstko na pewno wymaga jakichś poświęceń – nieważne, że masz za oknem 3 stopnie i deszcz, nieważne, że jest niedziela, po prostu idziesz biegać. Ciało musi się przyzwyczaić do długiego wysiłku; większość startujących to są osoby po 40-ce, nie ludzie młodzi. Jest to dla nich forma zmierzenia się psychicznego z tym dystansem. To nie jest jedynie impreza dla 20-latków, którzy są na to lepiej przygotowani. Może jest to związane z dbaniem o kondycję w ich wieku, może to kwestia poszukiwania wyzwań. To wymaga mobilizacji. Ja sobie radzę mówieniem do siebie, mój kolega motywuje się dyskusjami samemu ze sobą na głos – wtedy biegnie dalej.
Czy masz jakieś niezwykłe doświadczenia z biegiem albo z samą wyspą?
Nie jest to może jakieś doświadczenie per se, ale mam taką „nagrodę” dla siebie – motywuję się jedzeniem sezamków, na które pozwalam sobie tylko w trakcie biegu <śmiech>.
Na koniec powiedz mi jeszcze, które miejsce zajęła uczestniczka #1320.
Zajęłam w kategorii open 545. miejsce, a w swojej kategorii wiekowej byłam 45. Oczywiście kobiet startuje nieco mniej, ale byłam tak mniej więcej w połowie stawki.
Znając odwagę, gotowość do poświęceń i determinację w dążeniu do celu, kolejną rozmowę moglibyśmy przeprowadzać z Mount Everest. Kasia na pewno będzie mogła liczyć na nasz doping w kolejnej edycji!









